Parrot SWING, czyli dron, który lata jak samolot!


Obecnie drony są swego rodzaju modą, która pochłania bez reszty amatorów podniebnych lotów. Ich ogólnodostępność, a także coraz niższa cena staje się powodem wielu incydentów. Wynikają one nie tylko z winy nierozsądnych pilotów, ale również w pewnej części z winy mało stabilnych urządzeń. Ile wobec tego powinniśmy wydać pieniędzy, aby latać bezpiecznie i nikomu nie zagrażać? Być może na to pytanie odpowie nam Parrot SWING, którego testy w niniejszej recenzji sobie podsumujemy.

SWING to dość nietypowy przedstawiciel urządzeń z serii minidronów od Parrota. Jego wygląd zdaje się odbiegać nieco od podstawowej koncepcji konstrukcyjnej, którą producent dotychczas stosował. Mamy tutaj coś na wzór skrzydeł i to one dla ludzi, którzy znają Parrota są największym zaskoczeniem w tym produkcie. Oprócz samego drona do zestawu został dołączony oczywiście specjalny FlyPad, który służy do sterowania dronem podczas lotu. FlyPad posiada również wysięgnik, na którym położyć możemy sobie smartfon, który z kolei pozwoli nam na manipulację funkcjami drona i nie tylko.

img_0720

 

W gruncie rzeczy zestaw ten jest dość ciekawy (przynajmniej z pierwszego punktu widzenia) i bardzo cieszy mnie fakt, iż producent zdecydował się stworzyć kontroler kompatybilny z dronem. Dotychczas, bowiem sterowanie dronami Parrota było możliwe tylko przy wykorzystaniu smartfona wyposażonego w aplikację FreeFlight 3, a jak wiadomo pomimo powszechnej mody na smartfony – nie każdy musi je posiadać.

Parametry techniczne drona

Pomimo tego, że Parrot SWING należy do rodziny minidronów to jego wymiary raczej na to nie wskazują. Owszem część centralna, gdzie mamy IMU oraz całe tzw. “centrum dowodzenia” ma niewielkie rozmiary, ale w połączeniu ze “skrzydłami”, SWING’a małym już nazwać nie można. Jego wymiary to 325 x 126 x 121 mm, co akurat staje się jedynie potwierdzeniem tego, o czym już wspomniałem. Godną podziwu jest natomiast waga sprzętu, która mieści się w niecałych 100 gramach, lecz z drugiej strony czasami to właśnie ona bywa powodem pewnych wad, o których wspomnę później.

img_0712

Parrot SWING, jak już wspominałem sterowany może być przy pomocy dołączonego do zestawu kontrolera, którego producent okrzyknął nazwą “FlyPad” lub smartfona z aplikacją FreeFlight Mini. Producent zapewnia, że FlyPad pozwoli nam latać dronem nawet w odległości 60 metrów od pilota, gdzie smartfon z aplikacją ogranicza tą odległość do zaledwie 20 metrów. Różnica jest kolosalna, ale wynika to z krótkiego zasięgu sieci Bluetooth, za której to pomocą łączymy się z dronem. Wniosek, jaki można na podstawie tych danych wysnuć jest taki, że lepiej latać przy pomocy kontrolera, niż telefonu.

W tak małym dronie producent zdecydował się zamontować kamerkę o rozdzielczości 300 000 pikseli, która pionowo rejestruje obraz z prędkością 60fps. Z doświadczenia, jednak wiem, że 300 tysięcy pikseli nie może wyglądać dobrze, ale jeszcze to sprawdzę i opiszę nieco później.

Całość działa oczywiście na systemie Linux, co w połączeniu z IMU pozwala dronowi na precyzyjne określanie wysokości, na której się znajduje, zachowanie stabilizacji, ustawienie się pod odpowiednim kątem oraz przeciwdziałanie napotkanym przeszkodom. Wszystko to, oczywiście nie byłoby możliwe bez 3-osiowego akcelerometru oraz żyroskopu, czujnika ultradźwiękowego, barometru, a także stabilizacji przy wykorzystaniu danych z aparatu.

img_0724

Na zakończenie kącika specyfikacyjnego warto wspomnieć jeszcze o tym, że lot dronem nie byłby możliwy bez baterii o pojemności 550 mAh, która pozwala na od 7 do 8:30 min lotu. Nie jest to specjalnie dużo czasu, ale fakt iż ładowanie trwa teoretycznie do 30 minut zdaje się rzucać pozytywne światło na recenzowane urządzenie.

SWING, a polskie prawo

Gdy zaczynałem swoją przygodę ze SWING postanowiłem nagrać film kamerką, którą miałem na głowie, aby uwiecznić to w jaki sposób urządzenie to się porusza. Mając już tak ciekawe nagranie postanowiłem, że pochwalę się nim na facebooku. Wówczas spotkałem się z opinią, która pretensjonalnie odnosiła się do faktu, iż latam bez licencji. Fakt, faktem licencji nie posiadam, ale polskie prawo jasno określa reguły, według których my – amatorzy powinniśmy z tym sprzętem się obchodzić.

W skrócie – statek powietrzny powinien poruszać się w zasięgu wzroku pilota na wysokości nie większej niż 150m z dala od zabudowań, a masa całkowita urządzenia nie może być większa niż 600 gramów, ponadto pilot (amator) latać może tylko sportowo i rekreacyjnie, a nie komercyjnie.

Zmusiło mnie to do pewnych przemyśleń na ten temat, ale szybko doszedłem do wniosku, że masa SWING’a jest zabawnie niska, a on sam prędzej rozleci się w powietrzu niż wyrządzi komuś krzywdę. Ponadto lot wykonywany był w celach rekreacyjno-sportowych, czyli w gruncie rzeczy dla zabawy. Wszelkie dygresje na temat braku licencji są wobec tego marną próbą zepsucia komuś zabawy tym urządzeniem. Fakt faktem, że trzeba latać ostrożnie i z głową, a więc z dala od lotnisk, ludzi, ruchliwych dróg w sposób pozwalający nam na kontrolę drona w każdej sytuacji.

Pierwsze kroki oraz jakość lotu

Egzemplarz, który dotarł do mnie do testów miał pewien mankament związany z łącznością drona przez Bluetooth ze smartfonem (, a właściwie dwoma: Bluboo Maya oraz Ulefone Metal) stąd też nie opowiem wam, jak wygląda zaplecze aplikacji służącej do sterowania dronem. Powiem wam za to, jak SWING zachowuje się w kooperacji z FlyPadem, bo w parze z nim działał akurat znakomicie.

img_0732

Zanim przejdziemy do meritum wypadałoby przybliżyć wam funkcje poszczególnych elementów FlyPada, a są to mi.n. zmiana pułapu, obrót wokół własnej osi, lot w dowolnym kierunku, zmiana kąta, a także strony nachylenia drona i powrót do indywidualnych ustawień. Na ogół wobec tego można rzec, że kontroler dołączony do SWING’a jest bardzo prosty i mało skomplikowany, ale przy tym nie ograniczony. Jego waga to niespełna 300 gramów, ale urządzenie nie staje się powodem dyskomfortu, czy też zdrętwiałych rąk w trakcie jego użytkowania.

Wracając jednak do samego drona – startujemy nim z pozycji pionowej, przy wykorzystaniu, której dron niestety jest bardziej podatny na podmuchy wiatru. Jednakże w bezwietrzny dzień, lub w zamkniętym pomieszczeniu zachowuje się on w tym trybie dość przewidywalnie i z posłuszeństwem reaguje na nasze komendy. Dopiero użycie przycisku R2 na FlyPadzie pozwala nam na stopniową zmianę nachylenia urządzenia oraz na zwiększenie jego prędkości. Pierwszy stopień to spokojny lot w obranym kierunku. Przydaje się np. gdy chcemy by dron podążał przed nami i nie chce nam się przytrzymywać przy tym drążka na FlyPadzie. Drugi stopień wprowadza w zabawę urządzeniem już nieco więcej dynamiki, natomiast trzeci tryb to zupełny odlot.

img_0736

Sterowanie urządzeniem w każdym z trybów odbywa się w sposób intuicyjny i prawdę powiedziawszy na obycie ze sprzętem trzeba poświęcić maksymalnie 7 minut (jedną baterię). Kiedy przesadzimy nieco z przyciskiem R2 i bieg trzeci zacznie wymykać nam się spod kontroli najlepiej wcisnąć L1, co zainicjuje powrót drona do pozycji pionowej i tym samym uspokoi nieco jego lot.

Na ogół sam bawiłem się SWINGiem w większości przy wykorzystaniu trzeciego stopnia nachylenia. Dron w jego przypadku zachowywał się różnie w zależności od warunków atmosferycznych, a konkretnie – od wiatru, jego kierunku, a także siły. Pomimo tego, że bieg ten pozwala na szaleństwo to jednak ciężko mu sprawić, by dron stawił opór nawet lekkiemu wiatrowi. Bywają, bowiem momenty w trakcie zabaw na wietrze, że gdy lecimy pod wiatr dron po prostu zastyga w powietrzu próbując na maksymalnych obrotach o odrobinę chociaż posunąć się do przodu. To niestety mało komfortowa sytuacja, ale jeżeli polecimy z wiatrem to frajda nie ma granic. Dron bardzo mocno przyspiesza i staje się niczym pocisk. To naprawdę duży zastrzyk adrenaliny dla fanów dynamicznego latania, ale trzeba być tutaj bardzo ostrożnym.

W trakcie lotu możemy oczywiście wykonywać zdjęcia przy pomocy kamery, które zapisują się w pamięci wewnętrznej urządzenia. Ich jakość przypomina nieco znane wszystkim kalkulatory z aparatem, co oczywiście oznacza, że nie jest najlepsza. Swoją drogą też nie można spodziewać się wygórowanych cudów po takim urządzeniu. Przypuszczam, że jedyna rzecz, w której spełnia się kamerka to pomiar prędkości drona oraz stabilizacja lotu i to głównie po to ją wbudowano.

Swoją drogą bardzo mi brakuje w wyposażeniu FlyPada funkcji całkowitego odcięcia energii, czyli tzw. “awaryjnego lądowania”. W przypadku androidowych aplikacji, które niegdyś służyły do sterowania dronami od Parrota taka funkcja zawsze była dostępna w postaci buttona “EMERGENCY”. Sam wielokrotnie używałem tej opcji, kiedy w jakiś sposób uznałem, że nie panuję nad lotem drona. Działało to niczym reset, a upadek z wysokości ok. 20 metrów nie robił na dronie szczególnego wrażenia.

Bateria i długość lotu

img_0728

Parrot SWING posiada baterię o pojemności 550 mAh, co zdążyłem wam już powiedzieć omawiając specyfikację produktu. Takie ogniwo pozwala mu w zależności od trybu, w którym latamy – pionowy / poziomy na różny czas działania. Jednym z mało komfortowych faktów jest to, iż Parrot nie dołącza do drona żadnej ładowarki, bo po prostu takiego urządzenia nie ma. Bateria ładuje się wtedy, gdy dron w nią wyposażony podłączony jest do komputera lub do gniazdka sieciowego.

Uważam, że wraz z nowymi przedstawicielami tego typu urządzeń producent powinien wziąć pod uwagę fakt, że posiadacze dwóch baterii mogą czuć się mało komfortowo będąc zmuszonym do stracenia godziny w trakcie, której już z jednej baterii mogliby korzystać. W tej sytuacji należałoby wprowadzić do zestawu jeszcze jeden element – ładowarka.Podczas zabawy w różnych warunkach dron ze spokojem przez dobre 6 minut nie dotykał Ziemi, co oznacza że czas działania jest faktycznie zgodny z tym, co mówi producent. W gruncie rzeczy wszystko zależy od tego, jak latamy i gdzie latamy. Myślę, że przy większej oszczędności energii byłbym w stanie latać o 8 minut dłużej, ale kocham adrenalinę.

Faktem godnym docenienia w tym zestawie jest to, że dron poprzez kontroler informuje nas o tym, że poziom naładowania energii jest niski. Podczas zabawy urządzeniem w pewnym momencie powinniśmy poczuć na naszych dłoniach lekkie wibracje. To będzie oznaka, że czas poszukać miejsce do lądowania.

Podsumowanie

Stabilny dron za niespełna 600 zł? Brzmi bajecznie, bo suma ta plasuje drona na średniej półce cenowej. Bardzo mi się spodobało, że producent pomyślał w kwestii dobrania do urządzenia osobnego kontrolera. Gdyby nie on to zapewne testy byłyby niemożliwe, bo jak już wspomniałem – współpraca drona ze smartfonami była szorstka, a właściwie – nie było jej w ogóle. Na androidowych urządzeniach pomimo iż sieć Bluetooth była widoczna to aplikacja służąca do obsługi drona nie znajdowała jego obecności.

Cieszy mnie fakt, iż w kwestii stabilności po raz kolejny Parrot mnie nie zawiódł. Tworząc ostoję spokoju nie zapomniał, jednak o tym żeby dron czasami był szalony. Podoba mi się to połączenie, aczkolwiek wydawać może się, że jest ono niebezpieczne. Prawdą jest jednak fakt, iż to my decydujemy jakie kroki podejmujemy. Jeśli lot będzie prowadzony z rozsądkiem i zachowaniem trzeźwego umysłu nic nikomu stać się nie powinno.

Zdaniem niektórych recenzentów cena produktu powinna ulec zmianie, ponieważ jest za duża – w takim momencie zastanawiam się nad ich doświadczeniem w obyciu ze sprzętem tego typu. Faktem jest, że trudno stracić 600 zł na drona, który nie pozwala nawet na nagrywanie filmów, ale za to jest stabilny i przewidywalny. Obcując z tańszymi urządzeniami z rodziny dronów od innych producentów nie spotkałem się z podobną do Parrota stabilością. Wolałbym wobec tego wzbogacić francuską korporację o moje 600 zł i być spokojnym aniżeli przekazać 200-400 zł innemu producentowi i rozbić się na pierwszym lepszym drzewie.

O autorze
Sławomir Matz CEO Na co dzień uczeń technikum informatycznego w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych im. Józefa Nojego w Czarnkowie, nocami gorliwy pasjonata astronomii, a w wolnej chwili amant elektroniki. Instagram: kosmatz
Oceń post!
  • Czy tylko mnie śmieszy czas działania na baterii dronów? Ogólnie co w przypadku, gdy dronowi urwie się zasięg z kontrolerem lub bateria rozładuje się w locie?

    • Zazwyczaj chronią przed taką sytuacją odpowiednie protokoły, które „każą” wracać dronowi do użytkownika. Ale to oczywiście w tych droższych modelach :D

    • boola

      Jak dron ma mało baterii automatycznie ładuje i już nie wystartuje