Polska odpowiedź na Kindle – test czytnika inkBOOK Prime

Kilka tygodni temu w moje ręce trafił czytnik e-booków inkBOOK Prime. W materiałach reklamowych producent wielokrotnie podkreśla, że jest to produkt od podstaw zaprojektowany i rozwijany w Polsce. Kolejną cechą charakterystyczną jest specjalnie dostosowany system Android, który ma zapewnić urządzeniu uniwersalność w czytaniu e-booków z dowolnych źródeł. Jakie przełożenie na rzeczywistość mają świetnie zapowiadające się deklaracje producenta? O tym piszę w mojej dzisiejszej recenzji.

Pierwsze wrażenie

inkBOOK Prime zapakowany został w kartonowe pudełko o rozmiarach standardowej papierowej książki. Po ściągnięciu tekturowej osłonki, właściwe pudełko otwiera się nawet w taki sam sposób jak książka. Zjawisko jest celowe, bo – jak podkreśla producent – projektując to urządzenie bardzo mocno sugerowano się budową książki. Opakowanie jest estetyczne – z przodu umieszczono grafikę czytnika w skali 1:1 (rozwiązanie znane z opakowań produktów Apple), a z tyłu szczegółowe informacje o urządzeniu.

W zestawie oprócz czytnika znajdziemy również kabel microUSB – USB oraz pakiet dokumentacji. W tym miejscu należy się minus za brak tradycyjnej ładowarki, którą moglibyśmy podłączyć do gniazdka elektrycznego.

Wygląd

inkBOOK Prime został wyposażony w standardowy (jak dla czytników e-booków) ekran E Ink o przekątnej 6 cali. Takie rozwiązanie sprawia, że urządzenie jest mniejsze od tabletów i bardzo wygodnie trzyma je się w dłoni. Przedni panel urządzenia jest całkowicie płaski, ekran umieszczony został na jednej linii wraz z innymi elementami obudowy. Pod ekranem umieszczono logo inkBOOK oraz dotykowy, podświetlany przycisk powrotu do ekranu głównego. Po obu stronach wyświetlacza umieszczono po dwa fizyczne przyciski zmiany stron, które tak dobrze komponują się z obudową, że są praktycznie niezauważalne na zdjęciach.

Górna krawędź nie została zagospodarowana, natomiast na dolnej umieszczono port MicroUSB służący do ładowania czytnika i wymiany danych z komputerem.

Tył to niewątpliwie jedna z najciekawszych i najbardziej charakterystycznych rzeczy w tym czytniku. Tego nie znajdziemy w żadnym tablecie, smartfonie a nawet innym czytniku. Tylna klapka została odpowiednio wyprofilowana (inspiracja otwierającą się ksiażką, o której wspominałem na początku) tak, aby chwyt czytnika był wygodny nawet przy wielogodzinnym czytaniu. Mamy tu kilka wgłębień i linii, z których jedna prowadzi do.. włącznika! Tak, włącznik i jednocześnie  przycisk wybudzania umieszczono również na tylnej ściance czytnika. Oprócz tego znajdziemy tu również logo inkBOOK, a także informacje o produkcie, znaczki dopuszczenia do sprzedaży w Europie itd. Szpecą efekt, ale niestety do niedawna były one koniecznością (teraz takie rzeczy można zaszyć w oprogramowaniu), więc nie mogę uznać ich za minus.

Czytanie w praktyce

Jednym z najważniejszych elementów w czytniku e-booków jest ekran. To właśnie on jest argumentem, dla którego warto kupić osobne urządzenie do czytania. E-papier nie niszczy wzroku, bo działa zupełnie inaczej niż ekran LCD. Przede wszystkim – nie świeci. Ten ekran zachowuje się tak jak papier – im więcej światła, tym lepsza jest jego widoczność. Ekran LCD działa odwrotnie – przypomnijcie sobie ile informacji mogliście zobaczyć na swoim smartfonie będąc na plaży w słoneczny dzień. To jednocześnie kolejny atut – lepsza czytelność w słońcu. No dobra, ale przecież ekran w inkBOOKu Prime jest podświetlany.. Tak, ale jest to zupełnie inny system i prawdopodobnie dlatego producent nie stosuje określenia „podświetlenie”, lecz „doświetlenie”. E-papier w inkBOOKu jest czytelny, strony zmieniają się płynnie, bardzo dobrze się na nim czyta. Osobiście tylko raz  korzystałem z funkcji doświetlenia,  – zastosowane diody LED święcą przyjaznym światłem i wydają się nie męczyć wzroku. Osobiście jednak preferuję lampkę obok czytnika – jak przy czytaniu tradycyjnych książek.

Chwyt czytnika jest wygodny. W inkBOOKu zastosowano dotykowy ekran, ale nie zapomniano również o zwolennikach tradycyjnej nawigacji – po obu stronach ekranu umieszczono fizyczne przyciski zmiany stron. O ile dotyk jest świetny przy nawigacji po oprogramowaniu i zmienianiu stron, gdy urządzenie leży, to fizyczne przyciski są niezastąpione przy trzymaniu czytnika w jednej ręce, np. podczas jazdy komunikacją miejską.

Oprogramowanie

Oprogramowanie czytnika jest minimalistyczne i łatwe w obsłudze. Już po pierwszym uruchomieniu wyświetlany jest samouczek, który w przyjemny sposób pomaga skonfigurować urządzenie. Ekran główny został podzielony na 5 zakładek – biblioteka, aplikacje, drive, księgarnia i ustawienia. Górna belka wyświetla stan naładowania baterii i godzinę, ale po kliknięciu w nią rozwijany jest znany z Androida pasek powiadomień z włącznikami konkretnych funkcji. No właśnie, znany z Androida.. Bo oprogramowanie inkBOOKa to w rzeczywistości Android w wersji 4.x. Wielkie brawa, bo producent bardzo ładnie dostosował go do zastosowań czytnika. Nie ma mowy żeby przez wywołać np. aplikacje Telefon :). Czy ten Android to tak tylko dla picu? Nie. Wsparcie dla androidowych aplikacji czyni ten czytnik uniwersalnym rozwiązaniem o wielu możliwościach. Nie mamy tu dostępu do Google Play, bo nie o to też chodzi. inkBOOK dostarcza nam swój własny sklep inkBOOK Apps, w którym udostępnia aplikacje dostosowane do czytnika i ekranu E Ink. W tej chwilą są to m.in. aplikacje Kindle, Kobo, Legimi, Nexto, Wikipedia, Pocket i inne. Oznacza to, że na jednym czytniku możemy czytać książki prosto ze sklepu Amazon, Kindle i innych. Genialne!

W standardzie producent dostarcza nam jeszcze aplikacje takie jak: Midiapolis Drive (wirtualny dysk od inkBOOKa – darmowe 2 GB na pliki), księgarnia Midiapolis (autorska e-księgarnia inkBOOKa), Menedżer plików, czytnik RSS i przeglądarka internetowa.

Domyślna aplikacja służąca do czytania e-booków posiada wszystkie najważniejsze funkcje – zmiana rodzaju i wielkości czcionki, formatowanie marginesów, odstępów między wierszami, zmiana orientacji ekranu, kontrastu i inne. Możemy również zaznaczać strony, słowa i dodawać je do notatek. Od ostatniej aktualizacji do dyspozycji użytkownika jest też słownik. Aplikacja dobrze radzi sobie z plikami EPUB, MOBI i PDF. Co ważne – inkBOOK Prime wspiera funkcję reflow, dzięki której możemy wprowadzać zaawansowane formatowanie do dokumentów PDF. Minusem jest to, że niektóre e-booki po uruchomieniu wczytują się dość długo.

Zakładka „Ustawienia” skrywa w sobie naprawdę wiele możliwości personalizacji. Możemy np. wybrać własne działanie bocznych przycisków (np. włączanie/wyłączanie dotyku, doświetlenia etc.), a także wybrać własną grafikę na ekran blokady. Mają one swój specyficzny wymiar, ale z pomocą przychodzi Facebookowy profil inkBOOK, gdzie często udostępniane są tematyczne paczki wygaszaczy.

Inne funkcje

Nie wspominałem, ale czytnik posiada wbudowany moduł Wi-Fi, przez który łączymy się z usługami. Mamy tu jeszcze drugi standard łączności, a mianowicie Bluetooth. Czytnik potrafi odtwarzać audiobooki, ale nie posiada wbudowanego głośnika, a więc za pośrednictwem Bluetootha możemy odtworzyć dźwięk na bezprzewodowych słuchawkach lub głośniku. Niestety, w domu nie posiadam ani jednego ani drugiego i nie miałem jak sprawdzić tej funkcji. Czytnik dobrze radzi sobie z czasem pracy – przy bardzo intensywnym używaniu podczas testów bateria wystarczyła mi na kilka dni, ale przy standardowym czytaniu- na ponad tydzień.

Podsumowanie

W momencie pisania tego testu czytnik inkBOOK Prime kosztuje 599 zł. Uważam, że to dobra cena biorąc pod uwagę tak zaawansowane możliwości tego sprzętu. Kupując jeden czytnik zyskujemy w końcu dostęp do usług Amazonu, Legimi i wielu innych dostawców e-treści. Jeśli czytacie dużo i z różnych źródeł wydawać się może, że będzie to bardzo dobry wybór.

Kluczowe zalety:

  • Design i jakość wykonania – obudowa i jej jakość zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie
  • Autorska nakładka na system Android – cieszę się, że producent poświęcił odpowiednio dużo czasu, aby dostosować system Android do czytnika. Oprogramowanie jest minimalistyczne, łatwe w obsłudze, posiada autorskie rozwiązania. Cieszą nawet takie detale jak możliwość zmiany tapety wygaszacza.
  • Android – otwarte oprogramowanie przekonało mnie. Abonament Legimi i zagraniczne pozycje wprost ze sklepu Amazon? Nie ma problemu!

Kluczowe wady:

  • Ekran E Ink ma to do siebie, że wyświetlając stałą treść nie pobiera energii – np. w przypadku wygaszacza. To dobrze, ale gdy długo nie korzystam z czytnika i urządzenie się rozładuje, to wygaszacz wyświetla się dalej. Kilka razy dałem się nabrać i zabrałem ze sobą czytnik będąc pewnym, że działa, chcę odblokować i.. nie działa, bo rozładowany. W przypadku rozładowania mogłaby wyświetlać się np. ikona baterii.
  • Niektóre e-booki otwierają się dość długo.

 

 

 

 

 

O autorze
Sławomir Matz CEO Na co dzień uczeń technikum informatycznego w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych im. Józefa Nojego w Czarnkowie, nocami gorliwy pasjonata astronomii, a w wolnej chwili amant elektroniki. Instagram: kosmatz
Oceń post!